Współzależność czynników psychicznych i poziomu tkanki tłuszczowej

Psychikę cechuje silna wrażliwość na bodźce płynące ze świata zewnętrznego, poziom jej reaktywności decyduje o stabilności psychicznej, wpływa na osobowość. Może trudno to sobie wyobrazić ale stan naszego umysłu jest ściśle powiązany z ilością zalegającego pod skórą tłuszczu. Gromadzenie tkanki tłuszczowej szczególnie w okolicy brzusznej jest w niektórych przypadkach procesem obronny przed światem zewnętrznym, opinią innych osób na nasz temat, jak również obroną przed naszymi wewnętrznymi spostrzeżeniami.

Na strukturę psychiki wpływ mają przeżycia z lat dziecięcych, słowa wypowiedziane przez rodziców, dziadków, kolegów, głęboko schowane w podświadomości ujawniają się w postaci raniących nas zachowań, przekonań. Mocno zakorzenione wydają się być jedynymi słusznymi. Obserwowana przeze mnie oraz innych dietetyków nieustająca walka z tkanką tłuszczową, często jest z góry skazana na porażkę, w wyniku wewnętrznego przekonania o naszej nieatrakcyjności, strachu przed zmianą, lub podświadomego przekonania, że nie zasługujemy na lepszy wygląd.

W walce o szczupłą sylwetkę przechodzimy różne fazy napędzane silną motywacją, w czasie której jesteśmy zdyscyplinowani, w ciągu dnia towarzyszą nam pudełka z przygotowanymi przez nas zdrowymi posiłkami. Masa ciała w większym lub mniejszym stopniu spada. Po pewnym czasie, gdy efekty według nas są niezadowalające, gdy jesteśmy już zmęczeni ciągłym myśleniem o tym co możemy zjeść aby nie zaburzyło to procesu chudnięcia, motywacja szybuje w dół. Szybuje z prędkością światła. Osiągamy dno. Pochłaniamy, płaczemy, czujemy się jak ofiary losu, z zazdrością łypiemy okiem na przechodzące obok nas wypielęgnowane gazele, które zapewne nie jedzą nic poza liśćmi sałaty.

Obsesyjne myślenie o nadmiarze tkanki tłuszczowej często powoduje nieustanne myślenie o jedzeniu, co wywołuje uczucie ciągłego głodu. Katujemy się na siłowni, biegamy choć tego nienawidzimy, jemy tylko sałatę lub tylko mięso. Wpadamy w obsesję kupowania wyłącznie żywności Eko, rozczytujemy się w etykietach produktów, uczymy się ich na pamięć. Co jakiś czas pochłaniamy słodycze lub fast foody ponieważ dają na chwilę odczucie ulgi, zapomnienia, a także wspomnienie „normalności”. Żyjemy w ciągłym poczuciu winy, że za dużo jemy, za dużo ważymy. Aby odpokutować swoje grzechy po zjedzeniu ciastka podczas kawy z przyjaciółką idziemy biegać, pędzimy na siłownię, wyciskamy z siebie siódme poty a w głowie wciąż słyszymy mantrę „jesteś za gruba”. Zarówno statystyki jak i moje doświadczenia jako dietetyka pokazują, że w walce o smukłą sylwetkę przodują kobiety.

Brak akceptacji, negacja, odrzucenie. To niestety najczęstsze określenia charakteryzujące podejście kobiet do własnego ciała. Kobieta, jej ciało, jej psychika to złożony system wzajemnie od siebie zależnych elementów. Kobieta postrzega swoje ciało jako wizytówkę. Zadbane, pozbawione nadmiaru tłuszczu, gładkie, atrakcyjne, eleganckie, ma świadczyć o tym, że jesteśmy atrakcyjne, kobiece, seksowne, silne, ma świadczyć o naszej wartości jako człowieka. Utożsamiamy się całkowicie ze swoim wyglądem, od niego uzależniamy swoje samopoczucie psychiczne, nastrój, chęć do działania. Nieustanne dążenie do doskonałości, przekonanie, że z każdym straconym kilogramem będziemy bardziej szczęśliwe. Przekonania, które rzutują na nasze życie, odbijają się na kontaktach z bliskimi, pracy, wymagają interwencji. Pierwszym krokiem ku drodze do uzdrowienia jest uświadomienie sobie tego co ukryte w nas wpływa na myśli o sobie samych, co z kolei kształtuje nasze zachowania. Jeżeli same nie jesteśmy w stanie sobie pomóc, zgłośmy się do psychologa. Odpowiednie, profesjonalne podejście do często głęboko zakorzenionych problemów może pomóc w walce ze zbędnymi kilogramami.